Czy e-wybory mają sens?
Wybory wydają się być zacofane. Mamy bankowość elektroniczną, karty płatnicze, Internet – tymczasem żeby głosować musimy chodzić do komisji wyborczej, wypełniać wielki wydrukowany formularz i wrzucać go do skrzynki. Przecież to technologia ubiegłego wieku…
Dlaczego nie ma jeszcze e-wyborów? Bo nie ma sensu ich robić J
Otóż, wybory mają sens gdy:
- Wyborca może oddać tylko jeden ważny głos
- Wyborca pozostaje anonimowy
Mówi się o tajności i transparentności. Tajność jest wtedy, gdy wyborca jest anonimowy a transparentność wtedy – gdy wyborca jest przekonany że wybory nie zostały zmanipulowane. Obecnie działa to tak:
- Wyborca idzie do Komisji Wyborczej,
- Członkowie komisji wyborczej uwierzytelniają wyborcę na podstawie dokumentu tożsamości i wydają wyborcy kartę do głosowania,
- Wyborca wypełnia kartę do głosowania i wrzuca ją do urny.
Dzięki tej starodawnej procedurze wyborca nie może oddać dwóch głosów i zabezpiecza się pozostając anonimowy. To ważne. Mamy tajność i transparentność. Wybory mają sens. Jednak, aby e-wybory miały sens musimy być spełniony jeszcze jeden oczywisty warunek:
- E-wybory muszą być prostsze dla wyborcy niż standardowe wybory
I tu powstaje problem. Musimy uwierzytelnić wyborcę – po to by mógł głosować tylko raz. Żadne e-maile stosowane w portalach WWW nie wystarczą. Nawet hasła SMSowe stosowane w bankach nie przydadzą się – po takich hasłach pozostał by ślad i władza była by wstanie sprawdzić jak głosował wyborca. Lepsze były by hasła jednorazowe – podobne do tych, które kilka lat temu stosowane były by w bankach. Hasło jednorazowe musiało by być ogromną liczbą, na przykład liczbą wielokrotnie większą niż liczba atomów we wszechświecie. Wystawiając nawet 40 milionów haseł – wszystkie będą unikalne a odgadnięcie któregokolwiek z nich będzie statystycznie niemożliwe. Organizator wyborów – władza – zapisywała by dwie listy: listę haseł jednorazowych które wystawiła do danych wyborów oraz listę wyborców którzy odebrali już hasła. Listy te musiały by być bez żadnych wzajemnych powiązań. Wyborca, po sprawdzeniu dowodu tożsamości i zapisaniu się na liście, otrzymywał by hasło do głosowania w kopercie. Wyborca użył by hasła w dniu wyborów. Wyborca mógłby otrzymać tylko jedno hasło i głosował by tylko przy użyciu tego hasła. Jednak – takie rozwiązanie nie ma sensu – gdyż nie jest ono ułatwieniem dla wyborcy a dodatkowo utrudnia organizację wyborów. Oczywiście, gdyby wybory były bardzo często – to lista haseł jednorazowych mogła by pomóc – wyborca otrzymywał by ją raz na kilka lat i miałby od razu na wiele wyborów do przodu. Jednak jest to zbyt małe uproszczenie by warto było się o nie fatygować.
Jest jeszcze jeden problem z e-wyborami. Programiści (na przykład pod naciskiem władzy) będą w stanie sfałszować wyniki e-wyborów i jedynym prawdziwym sposobem zabezpieczenia będzie zerwanie z zasadą tajności wyborów.
Tak więc, programista wam mówi, że lepiej jest zachować starodawny system wyborów z łazikowaniem do urn wyborczych.
Ja jestem przeciwnikiem eWyborów.
Aktualny system bardzo mi odpowiada, poza tym dzięki temu że trzeba iść do komisji, raz na rok użyć długopisu ma coś magicznego w sobie, co jeszcze bardziej podnosi rangę wyborów.
Nie wyobrażam sobie, od tak w domu kliknąć, może i frekwencja by podskoczyła o kilka pkt, ale jakim kosztem.
Same e-wybory faktycznie są problematyczne do zrealizowania ale można by wprowadzić uwierzytelnianie wyborcy poprzez jakiś system informatyczny tak aby można było głosować w dowolnej komisji wyborczej bez wcześniejszej rejestracji. Myślę że to też poprawiło by frekwencję
@wyborca zgadza się, to by się faktycznie przydało. Wtedy, zamiast list wyborczych wszystkie komisje wyborcze musiały by mieć skomputeryzowaną listę wszystkich wyborców połączoną do centrali.
Odnośnie tego zdania: “Programiści będą w stanie sfałszować wyniki e-wyborów” – jest coś takiego jak http://en.wikipedia.org/wiki/End-to-end_auditable_voting_systems:
“In general, E2E provides two assertions of integrity and one assertion of privacy:
Any voter can verify that his or her ballot is included unmodified in a collection of ballots; Any voter (and typically any independent party additionally) can verify, with high probability, that the collection of ballots produces the correct final tally; No voter can demonstrate how he or she voted to any third party.”
Właśnie zgodnie z tym mechanizmem są zrealizowane próbne e-wybory na stronie http://www.e-glosowanie.org/ . W dziale “Czytaj więcej” jest sporo informacji, jak to wszystko działa. Przyznam, że nie analizowałem zbyt dokładnie tych materiałów, więc nie mam pewności, czy rzeczywiście implementacja spełnia specyfikację. Natomiast bardzo interesująca jest możliwość sprawdzenia, czy nasz głos został faktycznie policzony. Teraz tego nie ma i być może sama ta możliwość jest wartością większą niż wygoda głosowania.
@tst właśnie strona http://www.e-glosowanie.org/ zainspirowała mnie do artykułu.
Obecnie, do komisji wyborczych zliczających głosy partie typują swoich przedstawicieli. W interesie tych przedstawicieli jest sprawdzenie, czy nikt nie oszukuje w liczeniu głosów ich partii. Ten system jest dość dobry i prosty do zrozumienia.
Możliwość sprawdzenia, czy głos został zliczony jest bardzo cenna. Natomiast, sposób głosowania zaproponowany na tej stronie jest niezmiernie trudny.
W każdym bądź razie, należy pamiętać, że w Internecie nigdy nie jest się anonimowym. Zawsze pozostaje ślad. Nawet programistom ciemnej strony mocy – pomimo szczerych chęci – ciężko jest pozostać w sieci anonimowym. Tak więc, rząd organizując e-wybory będzie w stanie z dużym prawdopodobieństwem stwierdzić, jak głosował wyborca. eWybory nie będą więc tajne.
wazniejsze jest bezpieczenstwo prawidlowego oddania glosu niz anonimowosc na kogo glosowalem, a takie e-wybory to zapewniaja.