Korek w Raszynie
Dziś do Warszawy jechałem o dwie i pół godziny dłużej, niż myślałem. W Raszynie zderzyły się dwie ciężarówki. W korku stałem prawie trzy godziny. Razem ze mną, tysiące innych kierowców a na przystankach pasażerowie autobusów. Widziałem też zdesperowaną kobietę, która biegła z torbą samolotową chodnikiem. To jakieś 10km do lotniska.
Prosta kalkulacja. Wyobraźmy sobie, że przez korek 10′000 ludzi straciło 2 godziny. Czas to pieniądz, powiedzmy że średnio 25zł. To daje pół miliona złotych (25*2*10000). Czy dało by się tego uniknąć?
Oczywiście, ciężarówki się zderzyły zablokowały drogę i można było jechać tylko jednym pasem. Kilkanaście metrów dalej jest skrzyżowanie ze światłami. Zielone jedziemy, czerwone stoimy, zielone jedziemy ale tylko jednym pasem zamiast trzema. Korek można było by rozładować w prosty sposób. Wystarczyło by, żeby policjanci pokierowali ruchem i na skrzyżowaniu ze światłami przepuszczali ludzi jadących w kierunku Warszawy ulicą Krakowską. Ludzie jechali by jednym pasem, ale nie zatrzymywali by się tak często światłach. Korek nie byłby taki uciążliwy, ludzie byli by w pracy wcześniej a pasażerowie nie spóźnili by się na samoloty.
Niestety, policjanci z drogówki nie pomyśleli o tym, żeby pokierować ruchem i rozładować korek w tej skrajnej sytuacji. Policjanci ustawili się 500 metrów dalej z radarem… Szkoda…